O autorze
Rocznik 1937, od roku 1962 dziennikarz PAP, potem Kuriera Polskiego,( z-ca red. naczelnego) i PA Interpress ( w latach 1979-84 korespondent w Czechosłowacji i na Węgrzech), współpracownik BBC, prasy polskiej, czeskiej, słowackiej i chorwackiej. Dziś stały korespondent czeskiego czasopisma Tyden.

Wszystko jest jasne….

Jechałem właśnie ulicą Karową, kiedy zobaczyłem helikopter lądujący na budynku Biura Bezpieczeństwa Narodowego. To rzadkie przecież zjawisko musiało, co zrozumiałe, zwrócić moją uwagę. Podjechałem więc pod budynek i wzorując się na instrukcji znakomitego amerykańskiego felietonisty – Arta Buchwalda, który pisał, że najlepiej poinformowanymi źródłami są stróż, babka klozetowa i windziarz, spytałem człowieka odśnieżającego chodnik: co tu się dzieje?

Nie wie pan? - zdziwił się indagowany. Zasiada Rada Bezpieczeństwa. Ale – dodał familiarnie wszystko wiedzący dozorca – bez Jarka, który i tak wie, co Rada postanowi.



A co postanowi ? - spytałem. Na razie zastanawia się nad wprowadzeniem w Polsce stanu wyjątkowego.

Podjechałem w górę, pod Pałac Prezydencki. Prezydenta oczywiście nie było, a spytany o wydarzenie w BBN , wartownik powiedział tajemniczo: "Non comment."

Popędziłem do Sejmu, gdzie trwało właśnie zwołane w trybie pilnym posiedzenie prezydium. Strażnik marszałkowski nie chciał mnie do środka wpuścić: Wie pan – omawiane są sprawy najwyższej wagi państwowej.

Podobne wyjaśnienie otrzymałem od wartownika stojącego przed Urzędem Rady Ministrów. Kiedy już rezygnowałem z próby wejścia do środka, spostrzegłem sylwetkę mężczyzny, który skojarzył mi się z Białymstokiem i słynnym powiedzeniem: idziemy po was…

Spytałem więc nieśmiało: o co tu chodzi? I usłyszałem w odpowiedzi: idziemy po niego.

Dopiero wtedy wszystko zrozumiałem. Za kilka dni wychodzi na wolność największe zagrożenie kraju. Mariusz Trynkiewicz.
Trwa ładowanie komentarzy...